We dwoje w Brukseli

AM_BLOGS1Co to jest „czarna skrzynka”? Chyba każdy wie, że jest to taka część w samolotach, która rejestruje wszystko co się dzieje na pokładzie. Lecz podobny termin (a może one są ze sobą powiązane?) istnieje w fundamentalnych pojęciach cybernetyki. Ludwig von Bertalanffy, uważany za twórcę tej nauki zaproponował metodę „czarnej skrzynki”. Streszczając popularnie – jest obiekt, który nie wiemy jak działa, ale wiemy co jest „na wejściu” i co jest „na wyjściu”.  Dokładnie to jest z naszym obserwowaniem pojazdów w Brukseli – nie wiemy co się dzieje w głowach kierowców – ale wiemy, że na „wyjściu” zawsze będzie chaos.

Kiedyś A. wydawało się, że po Brukseli jeździ się całkiem nieźle. Prawie wszędzie obowiązywało pierwszeństwo z prawej strony, a kierowcy byli dla siebie uprzejmi. Być może tak było, lecz całkiem możliwe, że A. nadmiernie idealizowała jazdę po brukselskich drogach. Odkąd jesteśmy tu ponownie, częściej mamy wrażenie, że przejeżdżając przez miasto, znajdujemy się w jakimś Tunisie tudzież Kinshasie. Stało się już naszym niewybrednym żartem, że jeżeli nie widzisz kierowcy w poruszającym się samochodzie – UWAŻAJ, jeśli nie widzisz kierowcy w poruszającym się czarnym, poobijanym samochodzie – UWAŻAJ podwójnie – to czarna skrzynka. Murzyn w czarnym samochodzie. Jest też pewna prawidłowość w tym, że o statusie społecznym tego murzyna decyduje kolor tapicerki. Ten zamożniejszy wybierze jasną, dzięki czemu go dostrzeżesz. On ciebie niekoniecznie. Długo by wymieniać o umiejętnościach i manewrach tutejszych kierowców, dlatego będzie to opowieść w odcinkach – bowiem naprawdę – jest o czym pisać. I jazda po ulicach tego miasta przynosi codziennie nowe zaskoczenia. Czy ktoś zwrócił na to uwagę, że ostatnio stało się „nagminnym” zawracanie na skrzyżowaniach… Na początku obserwowaliśmy, że robią to zwariowane staruszki – ale zabroń im. Potem zobaczyliśmy, że robią tak również młodzi „narwani” kierowcy. Potem okazało się, że to samo robią solidni faceci z siwizną we włosach. Ale jak już A. zobaczyła taki „trik” wykonany przez wóz policyjny – to zdecydowała się dowiedzieć – czy coś nie zmieniło się w kodeksie ruchu drogowego. Otóż belgijski kodeks drogowy zabrania jedynie zawracania na autostradzie, tam gdzie jest linia ciągła i tam gdzie mogłoby to przeszkadzać innym użytkownikom drogi.  
A tymczasem A. chciała opowiedzieć o tym jak dała się zawieźć. Ta opowieść jest szczególnie na miejscu, ponieważ w końcu czerwca we Francji strajkowali taksówkarze.  Dlaczego strajkowali? A raczej dlaczego w ramach protestu paryscy taksówkarze blokowali drogi. BO ONI NIE CHCĄ ŻADNEJ KONKURENCJI!!! Przy fatalnym stanie usług taksówkarzy, oni nie chcą, żeby ktoś im zabierał klientów.  Firma „UBER” podeszła do przewozów mieszkańców w sposób najbardziej rozsądny – „klient nasz Pan”. I kręci się jak burza. I bardzo to rozumiemy. A. skorzystała z taksówki w Brukseli i teraz już tego błędu nie popełni.  Pewnego ranka A. musiała pojechać do szpitala na badanie, a jako że samochód był potrzebny w firmie,  to planowała wybrać się tam komunikacją miejską, której nota bene nienawidzi, ale szpital znajduje się zaledwie 2,5 km od domu i mamy tam całkiem niezły dojazd. W trosce o zdrowie - a był to ósmy miesiąc ciąży bliźniaczej –  uznaliśmy, że A. zamówi sobie taksówkę, że tak będzie bezpieczniej, szybciej i mniej męcząco. A. tak zrobiła – zamówiła sobie taksówkę na 9.00, wiedząc, że samochodem dojeżdża się tam w niecałe 10 minut – była pewna że zdąży. Wyszła z domu punkt 9.00, pogoda iście belgijska – szaruga, deszcz, wiatr. Kierowca już czekał. Co prawda 50 metrów dalej, ale był.

czarnaSkrzynka Właśnie po to A. zamawiała taksówkę, żeby nie moknąć na deszczu…wyszło inaczej. Wsiadając zapytała, czy można zapłacić kartą.

- Oczywiście, że można  - mam działający terminal.

Podjeżdżamy do szpitala – oczywiście wolnych miejsc na postoju nie ma. Kierowca cierpliwie czeka, póki miejsce zwolni się, mimo, że mógł wysadzić mnie 50 metrów przed szpitalem. W momencie, kiedy wyciągam kartę, okazuje się, że kierowca zapomniał naładować swój terminal i będę musiała jednak zapłacić gotówką. Ale specjalnie pytałam o kartę, bowiem gotówki ze sobą nie miałam.  Zapłacić jednak muszę – kierowca polecił pójść do bankomatu w szpitalu. Bardzo miła rada dla kobiety w ósmym miesiącu ciąży.  Wyszedł ze mną z taksówki i poszedł za mną do bankomatu, pewnie z obawy przed moją ucieczką. Wypłaciłam 20 euro, lecz rachunek obejmował tylko 12,50. Kierowca długo wygrzebywał bilon ze wszystkich swoich kieszeni, starannie wyliczając resztę na głos. Potem wsypał mi do ręki całą garść bilonu i szybkim krokiem wrócił do swojego samochodu. Wsypując bilon do portfela przeliczyłam – brakowało 50 centymów.

Straciłam czas, spóźniłam się do lekarza, zmokłam na deszczu, zostałam oszukana przy rozliczeniu i nie usłyszałam nawet „do widzenia”. Wniosek jest prosty:  Nie chcę więcej widzieć kierowców brukselskich a także paryskich taksówek. Wolę zadzwonić na UBER i prywatny kierowca, który znajduje się w tym momencie najbliżej, zawiezie mnie gdzie trzeba za kwotę dwa razy mniejszą niż taksówkarz.  A ponieważ w UBER istnieje system oceny każdego kierowcy i każdej usługi, to ci prywaciarze nie odstawiają fuszerki. Już nie wspomnę  o oszukiwaniu klientów.  Prezydent Francji na szczycie w Brukseli miał jeszcze czelność mówić, że to jest nielegalne. To jest rynek – jeżeli ktoś proponuje mi lepszą i tańszą usługę, nie ma siły żebym kupowała coś od „namaszczonej” przez państwo sitwy złodziei. 

 

§1905 · 30 lipca 2015 · Codziennie · Tags : , , · [Drukuj]

Skomentuj