We dwoje w Brukseli

 

AM_BLOG   S1Nie znałem tej piosenki „Dżemu”, ale to A. jak zwykle wymyśla najbardziej ciekawe tytuły – chyba minęła się z powołaniem i powinna być copywriterem…

W istocie rzeczy nigdy nie lubiłem whisky. [pisownia tego słowa zakłada dwa warianty „whiskey” i „whisky” – zależy od tego o jakim gatunku tego trunku mówimy: jak whisky – to z jęczmienia, jak whiskey – to amerykański bourbon z kukurydzy]. Zawsze lubiłem koniak. Mimo, że te dwa alkohole są bardzo podobne – wysokoprocentowy destylat jest przechowywany w dębowych beczkach, co nadaje trunkowi odpowiedni smak i kolor. Tylko w przypadku koniaku to jest destylat winogronowy, a w przypadku whisky – destylat zbożowy]. Mimo to różnica jest ogromna. Los chciał, że kilka lat temu podjąłem pracę w szkockiej firmie, gdzie szefostwo starało się zapoznać nas z tym najbardziej znanym eksportowym produktem Szkocji…mimo to nie przekonałem się do końca do tego mocnego alkoholu. Aczkolwiek uznaję, że w zimny i wilgotny wietrzny dzień nic tak dobrze nie pomaga podnieść morale jak łyk naprawdę dobrego whisky.

whiskey7W tym roku podczas wakacji udało się nam „zgłębić” ten temat znacząco. Znaleźliśmy się w Jastrzębiej Górze dokładnie w tym czasie kiedy tam odbywał się II Festiwal Whisky. Miejsce wydarzenia nie jest przypadkowe – jedną z ozdób tego nadmorskiego miasteczka jest Dom Whisky. Impreza mimo młodego wieku była wspaniale zorganizowana i przyciągnęła bardzo wielu uczestników. Zasada była prosta – płaci się 100 złotych od osoby (dostawało się kieliszek z napisem i smyczą, żeby nosić go na szyi oraz bransoletkę na nadgarstek) i przez dwa dni można było degustować kilkadziesiąt gatunków whisky. Niektórzy chętni ustawiali się w kolejce już od 10 rano (otwarta impreza była do 23:00 codziennie]. My trzymamy się konserwatywnej zasady Ernesta Hemingwaya – do 12:00 nie pijemy alkoholu.whiskey6

Zapewniam, że licząc na małe degustacyjne porcje – po 15-20 ml można było tak „nadegustować się”… że ho-ho. Natomiast podczas całej imprezy nie widzieliśmy ani jednej osoby pijanej – świetna organizacja, mimo że była to dopiero druga taka impreza. Wszystko wskazuje na to, że będzie to impreza  cykliczna – w ostatni weekend sierpnia każdego roku. Warto odwiedzić.

Dla mnie najciekawszym elementem festiwalu oprócz możliwości degustacji trunków, na które nigdy nie byłoby nas stać – na przykład whisky po 120 złotych za 20 ml, była obecność wielu prawdziwych specjalistów, którzy opowiedzieli nam wiele ciekawych rzeczy o whisky.whiskey2

wiskry4O tym że bardzo często szczególnie podrzędne whisky jest barwione karmelem (o czym w niektórych krajach musi być zapis na etykiecie), że czasem na szkockich wyspach jęczmień kiełkuje na ściółce z torfu, co daje whisky ciemniejszy kolor i specyficzny posmak. Okazało się, że drugim na świecie producentem whisky jest Japonia – zresztą japońskie whisky nam szczególnie smakowało. W Polsce od kilkunastu lat rynek tego alkoholu przyrasta kilkanaście procent rocznie. Rosną i ceny na whisky – już nie dziwi w Polsce whisky po 12 000 złotych za butelkę. Ale to nie jest górna granica. Rozmawialiśmy z dyrektorem handlowym firmy Pinot, która sprowadza whisky do Polski – twierdził, że są whisky, które kosztują ponad 100 000 eur za butelkę – tyle co nowy Aston Martin [przyznał się nam, że wolałby jednak Astona Martina, mimo że handluje whisky a nawet je kolekcjonuje]. To u niego A. zwróciła uwagę na to że mówi „piękne whisky”, kiedy opisywał zalety jednej z marek.

Jak już whisky – to i cygara. Było stoisko sprzedawcy cygar, który tak fachowo nam wytłumaczył o co chodzi z tymi cygarami, że zdecydowaliśmy się spróbować jedno cygaro sprowadzane z Kolumbii. A. nigdy nie paliła cygar, ja w swoim życiu nigdy nie byłem palaczem. Ale to cygaro w połączeniu z odrobiną whisky było po prostu smaczne – nawzajem wzbogacały swoje smaki. Uwaga: dla głowy takie połączenie może być niebezpieczne. whiskey1

Na koniec pozwolę sobie przytoczyć historyjkę mojego byłego szkockiego szefa Kevina Bradley. Jako prawdziwy Szkot jest on miłośnikiem whisky i nawet członkiem elitarnego stowarzyszenia miłośników tego trunku. Są takie gatunki whisky które nawet nie mają nazw a tylko numery, zrozumiałe tylko dla najbardziej wtajemniczonych. Więc Kevin pewnego roku wybrał się na wakacje do rodziny we Włoszech i wziął ze sobą kilka butelek najbardziej wykwintnego whisky. Podczas rozpakowywania się na miejscu jego żona niezbyt delikatnie postawiła torbę na posadzkę i parę butelek się zbiło. Kiedy Kevin opowiadał tę historię na posiedzeniu Klubu Miłośników Whisky, to oni w jeden głos krzyknęli:

- I ty się z nią nie rozwiodłeś?!!!!

 

 

 

 

§2570 · 18 września 2015 · Kuchnia, Podróże · Tags : , , · [Drukuj]

1 komentarz sur “Whisky! Moja żono!”

  1. leczo pisze:

    tak, koniak jest zdecydowanie lepszy niż whisky :)

Skomentuj