We dwoje w Brukseli

AM_BLOG   S1Jaki powinien być bank naszych marzeń? Pewnie wiele osób nad tym nie zastanawia się – można jednak o to się pokusić.

- Bank ma być wszechobecny – czyli dostępny z dowolnego miejsca na świecie.

- Bank ma mieć prostą, intuicyjną aplikację internetową (także na smartfona).

- Bank musi być tani – czyli obsługa konta powinna być tania lub – najlepiej – zerowa – i tak przecież większość operacji klient robi sam przez internet.

- Bank powinien jednocześnie dawać wysoki procent na wkładach.

- Bank ma mieć prostą i krótką procedurę przyznawania kredytów dla swoich stałych klientów (i oprocentowanie kredytów powinno być umiarkowane, a nie lichwiarskie).

- Dostępność telefoniczna do konsultantów lub osób odpowiedzialnych za pewne usługi – a nie trwające bez końca słuchanie muzyczki w systemie informacyjnym.

Chyba tyle?! Czy AŻ TYLE?

Zaskakujące wydało nam się to, że w powyższej liście w większości pozycji życzenia klienta i życzenia banku uważamy że są zbieżne. Jest tylko para rozbieżności – pewnie chodzi o procent na depozytach i oprocentowanie kredytów…

Był taki rosyjski kawał o bankach, gdzie chłop ze wsi miał swój bank – zakopany w ogródku słoik z dolarami (po rosyjsku słoik – „banka”). Rozwiązanie może i nie najgorsze, kiedy oprocentowanie lokat bankowych jest w okolicach ZERA. Tylko co by nie mówić – żyć bez banków we współczesnym świecie byłoby bardzo trudno.bankaRUS

Bank z ludzką twarzą – nikt już w to nie wierzy, myślę że nigdzie, nawet w tych samych bankach, które tak reklamują się. Nas najbardziej drażni to, że to my dajemy tym bankom swoje z trudem zarobione pieniądze, ale to oni zachowują się tak, jakbyśmy chcieli im te pieniądze ukraść. Otrzymanie kredytu zaczyna graniczyć z cudem. Jednocześnie wiemy – czytamy o tym w gazetach – i słyszymy w TV – nie tylko w Polsce, ale i w wielu innych krajach osoby o bardzo niskich dochodach (lub wcale bez dochodów) zaciągają wielomilionowe kredyty….. Oczywiście, z góry jest wiadome, że ten kredyt nigdy nie będzie spłacony….Jak to może być!

Czytałem kiedyś, jak system, wtedy można powiedzieć jeszcze „para-bankowy”, działał w „sarmackiej” Polsce. W Gdańsku dawało się żydowskiemu pośrednikowi swoje pieniądze i otrzymywało się od niego weksel, jechało do Krakowa i inny żydowski pośrednik wydawał po przedstawieniu wspomnianego weksla taką samą kwotę pieniędzy. Ryzyko bycia obrabowanym w drodze od Gdańska do Krakowa było w związku z tym minimalne. Teraz to tak już nie działa. Przelewaliśmy nie tak dawno pieniądze z jednego banku do drugiego. W Brukseli, co więcej, na tej samej ulicy w odległości jeden od drugiego 200 metrów. PRZELEW SZEDŁ 3 DNI ROBOCZE !!!!!

Jak to może być, gdzie były i co robiły nasze pieniądze przez te 3 dni? Przelew miał wyjść z banku ING – gdzie on był? Czy przez te trzy dni nam doliczono odsetki (marne, ale jednak)?

Do banku ING mamy szczególny sentyment – jesteśmy z A. klientami tego banku od co-najmniej 10-15 lat. Mając całkiem przyzwoite dochody na nas dwoje parę lat temu potrzebowaliśmy wziąć kredyt na zakup nieruchomości w Polsce. Dostaliśmy odmowę. Okazało się, że kiedy my mamy trzymać pieniądze w banku, to jest  OK. Jak my potrzebujemy pieniądze pożyczyć od banku (pod lichwiarski procent) to i tak nie chcą nam dać. I to niezależnie od tego, ile my zarabiamy. Trzeba było interwencji na najwyższym szczeblu bankowej hierarchii, żeby okazało się, że kredyt nam można dać. Denerwujące jest jeszcze to, że mając sporo znajomych którzy pracowali w różnych bankach, wiemy, że klienta bank traktuję jak idiotę, nikt nie ukrywa – szczególnie kierownicza kadra – że zadaniem tej instytucji jest „orżnąć” jak najwięcej głupich klientów – „ostrzyc jak najwięcej baranów”!!!! Świat zwariował – ktoś daje ci pieniądze na przechowywanie, nawet nie licząc na zarobek (z takimi jak teraz odsetkami), ty obracasz tymi pieniędzmi jak chcesz, w każdej chwili masz pod ręką gotówkę dla swoich operacji, ale ty jeszcze tego „darczyńcę” traktujesz jak śmiecia i przygłupa.

LEGAST1Ubiegając się o kredyt w Belgii, trafiliśmy, jak się wydawało na „bank dla ludzi”. Spółdzielczy francuski bank, mała agencja, prawie zawsze kontakt z dyrektorem, który podejmuje decyzje szybko i sprawnie. Jest miły i uczynny. Zaskoczył nas tym, że w pewnym momencie dostaliśmy od niego ładne pudełko pralinek z jego nazwiskiem (ale, jak się okazało, po prostu producentem jest jego rodzony brat). Drobiazg, nic go nie kosztował, ale my byliśmy przyjemnie zaskoczeni. Komunikacja z tą agencją działała prawie bez zarzutu, ale tylko do momentu jak decyzję musiała podjąć „CENTRALA”. Zaczęły się spóźnienia, brak odpowiedzi na nasze maile i telefony etc. Więc czar prysł! Może tu się kryje sekret – kiedy masz styczność z ludźmi, którzy wykonują dla ciebie robotę i ty im płacisz – to jest OK. Jak tylko pojawia się ogromna finansowa instytucja – to ty i twoje potrzeby już się nie liczą.

Wiemy, że przy zakupie czy budowie nieruchomości coraz częściej ludzie starają się omijać banki – tworzą swój własny fundusz, pożyczają od rodzin, zbierają grupę osób, żeby z tym sobie radzić. Bardzo byśmy sobie tego życzyli – żeby pojawił się mechanizm, który zmusi banki drżeć ze strachu. Żeby życie bankiera stało się jak w piosence Rosiewicza…

https://www.youtube.com/watch?v=OyZMUT-u28U

§2862 · 17 czerwca 2016 · Codziennie · Tags : , · [Drukuj]

Skomentuj