We dwoje w Brukseli

AM_BLOG-150x116

 S1Okazuje się, że nasza wiedza o jedzeniu, która wydawała się nam dość obszerna, jest tak naprawdę niewielka i życie dość często nas o tym przekonuje… Laurent – Belg lub dokładniej bruxellois z dziada pradziada – wielbiciel dobrego jedzenia i picia, przez całe życie związany z branżą restauracyjną, czy żywieniową (HORECA) opowiedział nam o jeszcze jednym „kulinarnym cudzie”. Któryś, z kolei, z jego znajomych odziedziczył po ojcu szafkę pełną puszek z sardynkami w oleju. Dla pewności sprawdził jakie na tych puszkach widniały  daty produkcji. Były od kilku do kilkonastoletniej dawności. Uznał, jak by to zrobił i każdy inny z nami łącznie, że są przeterminowane, i wywalił je na śmietnik wraz z szafką, gdzie były przechowywane. Nieco później okazało się, że ów pan zrobił ogromną głupotę wyrzucając na śmietnik poważny majątek. Dowiedzieliśmy się, że sardynki, podobnie jak i dobre wina, mają różną wartość w zależności od miejsca i rocznika ich produkcji. Mówimy, oczywiście, o sardynkach w oleju, a nie w pomidorach (w nich wszystkie konserwy rybne smakują prawie jednakowo). Bardzo nas ta informacja rozbawiła, ale i zaciekawiła. Jaką cenę może osiągnąć taka „kolekcjonerska” puszka sardynek i czy one mogą być przechowywane w nieskończoność?

Będąc w ubiegłym roku na zaledwie pięciodniowych wakacjach na Côte d’Azur ciągle odwiedzaliśmy małe urokliwe prowansalskie miasteczka, które nie specjalnie zmieniły się od kilkuset lat.W poszukiwaniu piaszczystych plaż dotarliśmy do Antibes (nie wiem dlaczego, ale mnie ta nazwa zawsze kojarzyła się z piratami). I tam trafiliśmy na mały firmowy sklepik, w którym nie było nic poza puszkami z sardynkami w oleju. Tak ładne były te puszki, że nie mogliśmy się powstrzymać i nie kupić kilku w umiarkowanej cenie (jak okazało się później po powrocie do Brukseli takie same można kupić prawie w każdym dużym supermarkecie).sardynki puszki

Z sardynkami z Antibes historia zaczęła się zupełnie niedawno – w roku 2004. Wprawdzie przedtem było 4 generacji i 100 lat producentów sardynek z małej nadmorskiej miejscowości Saint-Gilles-Croix-de-Vie. Lecz aktualny właściciel Jacques Gonidectego zakładu przetwórczego w połowie lat 90-tych zdecydował zmodernizować firmę, rozpoczął produkcję sardynek kolekcjonerskich (w eleganckich kolorowych puszkach), ruszył z aktywną kampanią promocyjną http://www.gonidec.com/.Firma przekształciła się w niewielką sieć – zaledwie kilka sklepów na południu Francji, przeważnie w niewielkich nadmorskich miasteczkach. W produktach tej firmy widać i tradycję i nowoczesność i dbanie o szczegóły.DSC_1534

Uwielbiam takie historie… one pozwalają mi wierzyć w to, że w naszych niedobrych czasach światowych korporacji, unifikacji i globalizacji jest także miejsce na twórczą inwencję i sukces komercyjny dla niewielkiej grupy ludzi nie posiadających dużych pieniędzy, lecz pomysły, wiarę we własne siły i dbałość o szczegóły. Ci ludzie nie są zazwyczaj od początku nastawieni na duży sukces komercyjny, lecz pieniądze do nich przychodzą z czasem. To nie są ludzie, którzy będą jeździć Rolls Roysami z szoferem lub ganiać po świecie własnymi odrzutowcami, lecz tacy, którzy lubią to, co robią i którzy są szczęśliwi z tego powodu, że ich wysiłki dają im nie tylko pieniądze, lecz przede wszystkim satysfakcję.

Pisaliśmy już o piwie z Waterloo [http://www.bruxellesadeux.eu/?p=2746], które powstało z pasji młodego piwowara oraz pieniędzy dużej międzynarodowej piwowarskiej korporacji. Lecz ważnym był i pozostaje pomysł i uporczywość w dojściu do realizacji tego pomysłu, a nie ogromne liczby na kontach bankowych. Podobnie było z małą belgijską siecią Tarte des Françoise [http://www.bruxellesadeux.eu/?p=2654], czy z ciasteczkami merveilleux de Fred (francuskiego cukiernika)[http://www.bruxellesadeux.eu/?p=1551]. Nie tak dawno odkryliśmy w bogatych okolicach Brukseli – Rixensart, Lasne, Overijse jeszcze jedną małą sieć – Atelier de Seraphine bardzo ładne urządzone piekarenki (ta, którą my znamy i gdzie robimy czasem zakupy ma wspaniałą żeliwną „kozę” z żywym ogniem na pochmurne deszczowe dni), gdzie można także napić się kawy i to od 6:30 rano. Co nie jest tak łatwo w Belgii w odróżnieniu od Francji (podśmiewamy się sobie, że w Belgii są bardziej widoczne wartości zamożnych mieszczan – długo spać, trzymać rytm życia etc.) Wprawdzie i ta mała sieć piekarni jest własnością i pomysłem Francuza.. Czyli jedzenie i serwis wysokiej jakości, droższe, niż w supermarketach, ale w zamian jakościowe, według tradycyjnych receptur, ładnie opakowane i podane. Niestety, jak widzimy w pewnym momencie ilość przeważa nad jakością. Wydawało się nam, że takim dobrym przykładem tego nurtu będzie „Krakowski kredens”. Niestety, chwaląc się na swojej stronie siecią z 45 sklepów i zamiarem rozszerzenia do 100, właściciele „kredensu” zapomnieli, chyba, o jakości. My już tam prezentów szczególnie dla naszych zagranicznych znajomych, nie kupujemy. Tylko ćwikły żal…

§2937 · 7 marca 2017 · Kuchnia · Tags : , · [Drukuj]

Skomentuj