We dwoje w Brukseli

S1   AM_BLOG-150x116Polakom, których spotkało nieszczęście śmierci bliskiej osoby w Brukseli w ambasadzie RP polecają być ostrożnym w wyborze zakładu pogrzebowego, sugerują by zwrócić się o kosztorys do kilku firm i że niewątpliwie,  polskie firmy są najtańsze. Paradoks tej sytuacji polega na tym, że w internecie można znaleźć namiary tylko na jeden polski zakład pogrzebowy (czyli można „pomoc” ambasady uznać za wskazanie, co jest już nie tylko „nie fair” ale i karalne według prawa polskiego również). Wystarczyło zadzwonić do tego zakładu, żeby odechciało się nie tylko nie skorzystać z ich usług ale i szukać innego polskiego zakładu pogrzebowego. Rozmowa była wręcz oburzająca: na początku żadnych słów współczucia czy kondolencji. A wypadałoby – przecież zwraca się osoba, która poniosła bolesną stratę… Dalej:

- Wiesz, Pani, czy Pani ma kogoś, kto rozumie po francusku? Jak nie, to ja to mogę wszystko załatwić w urzędzie miasta, ale też w Polsce daje dokumenty do tłumaczenia, bo taniej.
-  No ale akt to chyba można dostać międzynarodowy.
- No można, ale proszę Panią, Polska to jest taki dziwny kraj, że wie Pani, nie wszędzie uznają. A gdzie ma być w Polsce chowany? Bo to czasem lepiej zwłoki wieźć niż kremować. No i pewnie Pani trumny potrzebuje – ja mam dość tanie – też sprowadzam z Polski. A może jeszcze garnitur – też mam w dobrej cenie… 90 eur…Wiesz, Pani, ja wszystko mogę załatwić.
- Dobrze, proszę Pana, a ile to „wszystko” będzie kosztowało?
- Dwa tysiące, ale jeszcze będą dodatkowe wydatki – tam-to-siam-to….
- Ale ile to będzie kosztowało w całości?!
- Trudno powiedzieć…
- To niech Pan mi przyśle kosztorys.

Kosztorysu już się nie doczekaliśmy. Czyli prosta zasada – płać Pani i płacz. Tak zwana mętna woda. Człowiek utrapiony w takiej chwili, staje przed górą formalności, a przynajmniej tak mu prezentuje sprawę polski zakład pogrzebowy. Do Ambasady tradycyjnie nie można się dodzwonić. Radźcie sobie.

Jesteśmy wściekli i gotowi zapłacić więcej by nie mieć do czynienia z polskim łowcą skór. Zaczynamy dzwonić do belgijskich zakładów. W niektórych ta sama mętna woda, nic nie chcą dać na papierze, w każdym natomiast szacunek, współczucie, kondolencje…W zrozumieniu całej procedury, kosztów i formalności bardzo pomaga strona www.funebra.be, która przestrzega przed zakładami nie dającymi nic na papierze i zachęca by korzystać w usług zakładów zrzeszonych w branżowym stowarzyszeniu. Informują również o średnich kosztach każdej z usług.

Belgijskie biura z kilkudziesięcioletnią historią myślą nie tylko o tym, jak „załatwić” sprawę, ale i o tym, żeby osoby, które muszą przejść przez wszystkie formalności doznawały jak najmniej bolesnych doświadczeń potęgujących ból utraty (zdjęcie ze strony jednej z takich firm - http://funeraillescampens.be/).

pogrzebBRX05.10.2016Kosztorysy przesyłają bardzo szybko i sprawnie. Owszem, są nieco drożsi niż polski zakład, tak nam się przynajmniej wydaje mając wymijające odpowiedzi od rodaków, którzy „parają się tym zawodem”. W belgijskim kosztorysie zdziwiły nas dwie pozycje: – „napiwek”, płatny w gotówce i nie uwzględniany na fakturze. Niewiele – 45 euro (w osobnej kopercie – z rąk do rąk) – ale jednak, dla zasady chcieliśmy wyjaśnić, o co chodzi. Zgodnie uznaliśmy, że to jest jak symboliczna moneta, którą dawało się Charonowi za przewóz zmarłych dusz przez mityczny Styks.

Druga pozycja – to „PODATEK”. Mało tego, że człowiek w Belgii płaci ogromne podatki za życia, to i po śmierci jeszcze musi oddawać z trudem zarobione pieniądze fiskusowi. Jak powiedział amerykański polityk i myśliciel Benjamin Franklin (1706 – 1790): „Na tym świecie pewne są tylko śmierć i podatki.” Jeszcze więcej absurdu jest w formalnościach wymaganych przez „polską stronę” – na przykład, żeby otrzymać w ambasadzie pozwolenie na przewóz prochów, koniecznym jest zaświadczenie o tym, że zgon nastąpił nie z powodu choroby zakaźnej. Dokument ten jest wymagany przez Starostwo, które wydaje pozwolenie, które jest potrzebne do wydania pozwolenia przez Ambasadę. Wydaje się, że po kremacji ciała, to już nie ma większego znaczenia. Następnie, wydane przez miasto Bruksela MIĘDZYNARODOWE świadectwo zgonu niektóre polskie służby nie uznają – i koniecznym jest przysięgłe tłumaczenie tego dokumentu (absurd, chyba pozostałości po poprzednim systemie politycznym). Można te absurdy mnożyć, ale i tak przybity nieszczęściem człowiek nie wie, co jego jeszcze może spotkać w sprawie pogrzebu w Polsce bliskiej osoby zmarłej w Brukseli.

silenceW bogatej dzielnicy Brukseli – Uccle – komunalny cmentarz znajduje się na Avenue du Silence (ulicy Ciszy). Właściwa nazwa ulicy z „ostatnią przystanią”. Dodajmy do tego natłok knajp i barów, gdzie można za pamięć zmarłego „wychylić kieliszek”.

Gdy szedłem w ubiegłym roku na pogrzeb bliskiego belgijskiego znajomego, w istocie rzeczy – członka naszej rodziny – to kupiłem kwiaty. Tak jak jest u nas w zwyczaju. Byłem jedyną osobą, która przyniosła kwiaty. Drugim razem takiej „gafy” już nie popełniłem. Jak się okazuje – tu się kwiaty na pogrzeb zamawia przez firmę pogrzebową….a nie kupuje z „potrzeby serca”. Co kraj – to obyczaj, nawet w tak smutnej sprawie… To stwierdzenie potwierdziło nasze tegoroczne „odkrycie” z wakacji na południowym wybrzeżu Francji. W małym mieście Vence na Côte d’Azur natknęliśmy się na biuro pogrzebowe o nazwie „RENESANS” – bardzo optymistyczna nazwa (o ile nie wesolutka) i nieco „na wyrost”. Myślę, że to nie to biuro będzie odpowiedzialne za sprawę wskrzeszenia (niezależnie od tego, co oni tam mieli na myśli, wybierając sobie taką nazwę).RENAISSANCE


1 komentarz sur “Śmierć i podatki”

  1. Marianna pisze:

    Kwiaty zamawia sie w kwiaciarni i wysyla w miejsce, gdzie spoczywaja zwloki, wiec albo do zakladu pogrzebowego albo do domu denata, bo jeszcze trwa ta tradycja, ze zmarly zostaje w domu, w ktorym mieszkal az do dnia pogrzebu. Sklada sie wizyte, zeby ostatni raz zobaczyc zmarlego i zlozyc kondolencje rodzinie i bliskim. A potem jak zmarly wyjezdza juz na cmentarz to zaklad pogrzebowy zabiera te wszystkie wience i uklada na grobie. Nikt nie przynosi indywidualnie kwiatow w rekach. Podobnie jest na slubach, kwiaty wysylamy, a nie przynosimy. Po prostu inne tradycje.

Skomentuj