We dwoje w Brukseli

 

AM_BLOG-150x116  S1A. parę dni temu przeżyła pewne objawienie. Wydawało się jej, że pracując w sferze ekonomii społecznej przebrnęła już przez wszelkie możliwe meandry i ludzkiej natury i urzędniczej głupoty. Okazało się, że tak nie jest. W firmie którą zarządza A. może ona zatrudnić tylko i wyłącznie osoby objęte różnymi formami pomocy społecznej – czy to bezrobotne, czy ACS czy utrzymywane przez CPAS (Centre Public d’Action Sociale). Więc jednym z takich stanowisk „do obsadzenia” jest stanowisko asystenta/asystentki dyrektora. Znalezienie kogoś na to stanowisko (jak, wprawdzie na dowolne stanowisko w tej firmie, mimo korzystnych godzin pracy i całkiem przyzwoitego wynagrodzenia) jest piekielnie trudno. W tym kraju – lub raczej w tym mieście – Brukseli – ma się wrażenie, że pomimo ogromnego odsetka osób bezrobotnych, wiele  z nich zwyczajnie nie chce pracować. I to nie jest kwestia sytuacji na rynku pracy, czy nieodpowiednich kwalifikacji poszukujących tej pracy. Nie raz widzieliśmy to u rodowitych Belgów, że jak tylko okazywało się, że my pracujemy, żeby zarobić na życie, to w ich oczach pojawiało się współczucie. W tym kraju wśród autochtonów – jeśli musisz pracować – to znaczy, że nie powiodło ci się w życiu. Udało się gdy jesteś rentierem, albo pracujesz bo wypada.  Nie wspomnę już o licznych przybyszach z Afryki – w ich mniemaniu prawie każda praca jest kojarzona z niewolnictwem.

Po wyselekcjonowaniu przez CPAS odpowiednich kandydatów, wypadałoby zaprosić ich na rozmowę – wszak chodzi o ich przyszłą pracę. Często jednak nie ma sposobu, żeby tych ludzi ściągnąć na rozmowę. Często nie odpowiadają na maile, nie odbierają telefonów, nie odsłuchują poczty głosowej etc. Czyli robią wszystko, żeby mieć podstawy powiedzieć: Mnie nikt o tym nie poinformował!

prawdziwe zycieOKULARY Po wielokrotnych próbach A. udało się namówić jednego z potencjalnych kandydatów na spotkanie w sprawie przyszłej (ewentualnej) pracy. Kandydatem był młody Kurd. Przyszedł punktualnie – to już rzadkość w tej kategorii ewentualnych pracowników. Był wyluzowany i gadatliwy, pokazywał swoje CV i opowiadał jakie to on przeszedł szkolenia i co robił w swoim na razie bardzo krótkim życiu zawodowym. Coś w tym wszystkim A. nie pasowało.  Jego wizerunek nie odpowiadał jego pozycji społecznej: był ubrany w bardzo drogie firmowe „ciuchy”, pachniał drogimi perfumami, i miał na zębach aparat korygujący.

W pewnym momencie A. zwróciła uwagę na zegarek na ręce młodego kandydata do pracy. Zdecydowała się „strzelić” w ciemno:

- A czy nie uważa Pan że pobieranie z opieki społecznej minimum socjalnego jest nieprzyzwoite kiedy ma się na ręku zegarek marki Rolex?

Nie zdziwił się i nawet nie próbował wcisnąć bajeczki o podróbce:

- Ale to tata mi kupił! Przecież nie ma w tym mojej winy, że tata mi kupił prezent, a ja go noszę. Tata nie mieszka z nami, ja w Brukseli mieszkam tylko z mamą…

- A czym się zajmuje pański tata?

- Tata zarządza siecią swoich hoteli w Turcji.

- !!!!!!!!!!!!!??????? To dlaczego Pan nie zwróci się do ojca o pomoc w znalezieniu pracy?

 - No bo tak jak mówiłem, mieszkam tutaj z mamą…

- I naprawdę nie widzi Pan nic niestosownego w  tym, że ja, pracownicy CPAS, co miesiąc składamy się na pański zasiłek socjalny?

- No ale ja go naprawdę potrzebuję!

- Naprawdę?

- No tak! Przecież nie mogę codziennie prosić mamę o 5 euro na papierosy

- OK. To proszę mi w takim razie powiedzieć, co jest Pana prawdziwą motywacją w poszukiwaniu pracy

- Chciałbym zobaczyć jak wygląda prawdziwe życie.

 

Kurtyna


Skomentuj