We dwoje w Brukseli

 

AM_BLOG-150x116  S1Okres PRL był siermiężny, przaśny, byle jaki….w wielu swoich obliczach. Pospolita kuchnia była dokładnie taka sama – nijaka, bez smaku…. A czasem nawet gorzej, jak widać choćby na przykładzie baru mlecznego w filmie „Miś”. Tylko dlaczego teraz odwołując się do tamtego okresu reprezentować swój kraj w taki sposób, że drugi raz do tego lokalu już rzadko kto wróci. Na pewno nie my. Można wspominać tamten okres z pewną nostalgią – ale raczej nie tęsknota za tamtym jedzeniem. Tęsknić można za swoją młodością, za czasami młodości, ale żeby tęsknic za PRL-em? No, chyba jak się było wówczas wysokim urzędnikiem partyjnym.

prl2 (1) — kopiaWystrój był stosowny do nazwy – plakaty z okresu PRL, gazety, cerata na stolach. W malutkim lokalu właścicielom udało się zmieścić ponad 30 miejsc do siedzenia. Dlatego na początku, póki klienci przy sąsiednim stoliku nie zapłacili i wyszli, musiałem siedzieć bokiem do naszego stolika. Muzyka – też z epoki. Czyli wszystko jak to się mówi GRA. Nie wiem tylko, czy w czasach PRL-u pisało się w karcie „karkóweczka”, „pierożki”, „kiełbaska”… Zastanawialiśmy się, jak to miejsce odbierają nie Polacy. Przy sąsiednim stoliku siedziała spora mieszana rodzina, używająca nie tylko języka polskiego lecz także francuskiego i angielskiego. Panowie z widocznym apetytem pochłaniali sporej wielkości golonki.  Z tyłu za nami usiadła Polka z partnerem Belgiem. Po przyniesieniu polskiego piwa, Pan wyraził zdziwienie, że czasem piwo ma pianę, a czasem nie ma.

Zamówiliśmy pierogi z mięsem z wody (12 euro za 6 sztuk) i żurek. Dostaliśmy żurek – zresztą bardzo przyzwoity – i pierogi z mięsem odsmażane (14 euro za 6 sztuk). Pomijając inne szczegóły, ta cena – to rozbój w biały dzień.

prl1Podane pierogi zainteresowały nas przede wszystkim swoim ciastem, było go dużo (znacznie więcej niż nadzienia – mielonego mięsa źle przyprawionego, a może i wcale nie przyprawionego, nawet bez dodania zeszklonej cebuli), ale było miękkie i smaczne. My takiego ciasta nie znamy, a chętnie dołączylibyśmy je do naszych kulinarnych „wyczynów”.

Pierogi ociekające tłuszczem bardziej przypominały czebureki, wielkością również. Tłuszcz długo pozostawał w ustach i na ustach, więc po powrocie do domu próbowaliśmy go rozpuścić przy pomocy alkoholu. Niestety wino, które mieliśmy w domu, tego dokonać nie potrafiło. Jednak trzeba było zamówić w PRL kieliszek „czystej” za jedyne 3 eur. Wtedy ten obiad przeszedłby bez „echa”.

Następnego ranka oboje z A. męczyliśmy się problemami żołądkowymi. A. trafnie podsumowała – „no to zrobiliśmy sobie obiadek w stylu PRL”.

 

§3057 · 2 lipca 2017 · Kuchnia · Tags : , · [Drukuj]

Skomentuj